Świątynia ofiarnicza zużywała ogromne ilości wody. Trzeba było obmywać ofiary, spłukiwać dziedzińce, zapewnić wodę do zanurzeń i do codziennej obsługi kompleksu. Jerozolima ma jedno wydajne źródło i deszcze przez część roku — to zdecydowanie za mało. Rozwiązaniem był system zbiorników pod Betlejem i dwa akwedukty prowadzące stamtąd wodę do miasta.
Trzy zbiorniki i dwie rury
Kilkanaście kilometrów na południe od Jerozolimy, powyżej Betlejem, leżą trzy wielkie zbiorniki ustawione kaskadowo, jeden poniżej drugiego. Zasilały je źródła oraz spływ z okolicznych zboczy. To rezerwuar buforowy: gromadził wodę w porze deszczowej, żeby oddawać ją przez resztę roku.
Z tego rejonu wychodziły dwa akwedukty. Niższy prowadził wodę na wzgórze świątynne, wyższy — do górnej części miasta. Nie są to konstrukcje efektowne w rzymskim stylu, z rzędami arkad; przeważnie biegną w wykopie albo w kanale wykutym w skale, obchodząc zbocza wzdłuż warstwic. Powód jest prosty: woda płynie grawitacyjnie, więc trasę trzeba poprowadzić z łagodnym, precyzyjnie wyliczonym spadkiem na odcinku kilkudziesięciu kilometrów. Wydłużenie drogi jest ceną za utrzymanie stałego pochylenia.
Kiedy to zbudowano
Tu zaczyna się problem i trzeba go postawić otwarcie. System nie powstał za jednym razem. Poszczególne odcinki przypisuje się epoce hasmonejskiej, budowom Heroda i pracom rzymskim z okresu po zburzeniu miasta — a przypisania te bywają sporne, bo kanał wielokrotnie naprawiano, przekładano i przedłużano, przez co starsze i nowsze partie stykają się na tej samej trasie.
Datowanie utrudnia sama natura obiektu: liniowa budowla użytkowana przez stulecia nie ma jednej warstwy zniszczenia ani jednego horyzontu monet. Ustalone jest, że system działał w okresie drugiej świątyni. Który konkretnie władca wykonał który odcinek — nie w każdym przypadku.
Przy okazji warto sprostować nazwę. Określenie odnoszące zbiorniki do Salomona jest późną tradycją i nie ma pod sobą ani inskrypcji, ani warstwy z epoki królestwa. Z Salomonem nie łączy tych budowli nic poza nazwą.
Wieża w Siloam
W Ewangelii Łukasza pada wzmianka o wypadku, który musiał być w Jerozolimie znany:
Albo czy myślicie, że tych osiemnastu, na których runęła wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż wszyscy ludzie mieszkający w Jerozolimie?
Łk 13,4
Bywa ona zestawiana z pracami wodociągowymi. Wiadomo bowiem ze źródeł tej epoki, że jeden z rzymskich namiestników sfinansował budowę akweduktu z pieniędzy świątynnych, co wywołało w mieście gwałtowne zamieszki. Stąd domysł, że runięcie wieży wiązało się z tymi właśnie robotami w dolnej części miasta.
Domysł jest kuszący i logiczny, ale pozostaje domysłem. Ewangelia nie podaje przyczyny zawalenia, nie wiąże wypadku z żadną inwestycją i nie datuje go. Zestawienie obu przekazów opiera się wyłącznie na tym, że dotyczą tej samej okolicy i mniej więcej tego samego czasu.
Czego to nie dowodzi
Akwedukty nie potwierdzają wypadku opisanego u Łukasza. Nie znaleziono wieży, nie znaleziono warstwy zawalenia z ofiarami, a powiązanie jednego z drugim jest hipotezą.
Nie dowodzą też niczego o samym kulcie. Pokazują, że doprowadzono wodę na wzgórze — nie mówią, ile jej zużywano, ile ofiar składano ani jak wyglądała obsługa dziedzińców. Liczby krążące na ten temat pochodzą z tekstów, nie z pomiarów.
Nie wiadomo wreszcie, ile z dzisiejszego przebiegu kanałów odpowiada trasie z pierwszego wieku. Późniejsze naprawy i przekładki są w wielu miejscach nie do odróżnienia od pierwotnej roboty, a rekonstrukcje całego układu opierają się częściowo na odcinkach zachowanych, a częściowo na uzupełnieniu.







